Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystrój pokoju dziecięcego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystrój pokoju dziecięcego. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 listopada 2015
I like to move it
Czas do spania....
Więc układam wszystkie farby w pracowni. Myję pędzle. Zamykam laptopa (to nie jest taka szybka czynność, muszę pozamykać setki okienek, pozapisywać pliki). Chowam zeszyt zamówień (ważna sprawa, jak zostanie na wierzchu do rana, dopadną go łobuzy i zakolorują cały). Porcjuję obiad na jutro dla Aleksa. Wlewam psom wodę na noc. Zanoszę uprasowane stosiki na górę. Układam ciuchy w garderobie. Składam ręczniki dzieci w łazience. Zbieram porozrzucane ubrania przed kąpielą. Układam zabawki na wannie. Wyrzucam pampersy, waciki i takie tam zgromadzone przez cały dzień. Idę ich przykryć, bo na pewno są rozkopani. Myję się. Kładę się do łóżka i układam w głowie plan dnia na jutro. Zasypiam po sekundzie. Niby sobota ale głupi sobie robotę zawsze znajdzie....
Pamiętam, jak przebywałam na urlopie (do cholery, jakiś dowcipniś nazwał ten czas urlopem) macierzyńskim zawsze miałam niecny plan iść spać, jak dziecię też zaśnie w ciągu dnia, bo przecież nocki wszystkie niepełnowymiarowe były. I codziennie podczas tej przedpołudniowej drzemki rzucałam się w wir sprzątania, prania, gotowania, układania, przenoszenia, zmywania i innego dziwnego ania, bo ciągle "coś" mi nie pozwalało spokojnie usiąść i podelektować się tą chwilą spokoju. Głupi sobie zawsze robotę znajdzie...
Maciej wracał z pracy i widząc szaleństwo w moich oczach brał dzieci na spacer, a ja miałam w tym czasie odpocząć. Ale jak można zasnąć, gdy łazienka nieposprzątana, kurze niestarte (nie chcą się zrolować same), pies niewyczesany, naczynia nie w zmywarce, a to jeszcze przetrę chociaż lustro. Ubrania poskładam. Odkurzę. A blaty w kuchni przetrę. Matko, jedyna kwiaty trzeba podlać, bo padły. O i zabawki, jak zwykle porozrzucane. Poukładam. Głupi sobie zawsze robotę znajdzie....
I kiedy tu usiąść. Pomyśleć. Podumać. Ułożyć sobie wszystko w głowie. Zaplanować. Podsumować?
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat bo wysiadam na pierwszej stacji teraz tu...?
No to wysiadłam. Teraz mam czas na pomyślenie. Pobycie tylko ze sobą. Wyciszenie się. Spojrzenie z innej perspektywy. Docenienie.
I tak jestem w tej pracowni. Na własne życzenie dołożyłam sobie full innych spraw, nie rezygnując z tych poprzednich. Rozciągnęłam dobę i ... dobrze mi z tym..... że sobie zawsze coś do roboty znajdę.
Na zdjęciach kolejne mebelki, które pojechały w świat....
Follow my blog with Bloglovin
wtorek, 29 września 2015
Nienagadane
Godzina 7:00 wsiadam do auta, przekręcam kluczyk, zapinam pasy, wkładam słuchawki do uszu, podłączam słuchawki do telefonu, wybieram numer do Mamy, wrzucam bieg.... taki mały rytuał zanim wyruszę do pracy.... i tak codziennie jak jedziemy do naszych "prac" to rozmawiamy i jak wracamy też rozmawiamy... po południu przy płocie lub szybkiej kawie rozmawiamy.... czasem jeszcze wieczorem Mama przyjdzie do mnie, usiądzie w pracowni przy kawie, ja roluję transfery i kleję.. i nadal rozmawiamy...
Matko jedyna ileż można gadać????? I o czym Wy tak gadacie??? Co tam u Mamusi???? Przecież dzwoniłaś przed chwilą.... znowu dzwonisz????
No nikt tego chyba nie rozumie... że my non stop gadamy, o wszystkim: o dzieciach, o psach, o wystawach, o pracy, o tym że czasu na wszystko mało, o ciuchach, o tym co kto powiedział, o plotach, o tym że trawa znowu nie skoszona, o tym w co się ubrać, o nowych butach, o nieprzespanej nocy bo dziecko znowu się budziło, o tym że za ciepło i dychać już się nie da, o tym jakie kurtki kupiłam dzieciakom, o szamponach dla psów, o planowanych szczeniakach, o tym że fajnie by było wreszcie razem pojechać kamperem na wycieczkę, o tym że się nie da bo co z psami, o tej grubej babie, o zepsutym odkurzaczu, o hałasie z warsztatu po 22:00, o dzikach co podchodzą pod ogrodzenie, o tym że na cmentarz trzeba iść Babcię odwiedzić, o tym kto z kim na fb, o moim blogu, że fajnie to idzie, o tym że Misia boska a Aleks cudowny, o tym że zakupy trzeba zrobić bo w lodówce nieświeże światło, o nowym płynie do podłóg.... no o czym my nie gadamy :) I nigdy nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o czym rozmawiałyśmy.
I ciągle nienagadane, ciągle coś tam jeszcze mamy do powiedzenia, ciągle za mało ...
Gdzieś kiedyś słyszałam, że kobieta dla zachowania równowagi psychicznej powinna wypowiedzieć w ciągu dnia 20 tyś. słów... (ciekawe ile potrzebuje facet) - no my raczej tą ilość to wypowiadamy z samego rana ;)
Co gorsze/lepsze gen "nie zamykającej się buzi" się niesie - Misia, jest tego najlepszym przykładem, a Aleks dużo od niej nie odstaje. Dobrze, że Mąż nas równoważy....
A do słodkich miłośniczek Myszki Minnie pojechał taki oto komplet mebelków
Follow my blog with Bloglovin
piątek, 25 września 2015
Nadopiekuńcza
Zawsze zapinam dzieci pasami w fotelikach, nawet jak jadę 50 metrów do pobliskiego sklepu po chleb - po co? przecież to tylko parę metrów, nic się nie stanie... Ty zapinasz pasami, my przytrzymujemy na kolanach... eee tam bez przesady, przecież nie jedziemy autostradą... no coś Ty, zrób im fun... a tak, pas mamy luźny, bo on ciągle go wyciąga, no co zrobisz....
Ważniejsze od siedzenia do godziny 24:00 na rodzinnej imprezie jest dla mnie położenie dzieci spać o normalnej dla nich porze - patrz nawet nie da się dzieciom pobawić spokojnie, pobiegać.... specjalnie to robi, żeby być krócej na imprezie...
Ubieram czapki i chusteczki o każdej porze roku - matko jedyna przecież to tylko lekki wiaterek, ja chodzę bez czapki i bluzy i mi nie jest zimno...
Nie pozwalam pić coca-coli i mocno ograniczam słodycze - przecież coca-cola jest zdrowa na brzuszek, odbije jej się... na trawienie jest dobra... kupiłam Misi (1,5 roku) snickersa :D
Nie pozwalam samemu oglądać obojętnie jakich bajek, oglądamy razem, towar jest reglamentowany i ściśle kontrolowany - no weź im włącz ten telewizor i choć porozmawiamy....
Nie daję grać w gry na telefonie i laptopie - że co????? przecież Misia ma już 5 lat
Trzymam się ściśle ustalonych godzin kąpieli i snu - dałabyś tym dzieciom trochę luzu....
Tak, jestem niezwykle nadopiekuńcza.
Nikt mi nie zagwarantuje, że jadąc 50 m do sklepu nie wyskoczy nagle zza zakrętu jakiś pijany idiota i uderzy w mój, bezpiecznie i wolno jadący samochód.
Nikt z moich współimprezowiczów nie wstanie do dziecka w nocy, ba nawet nikt nie przyjedzie do mnie o 6:00 rano, aby im zrobić śniadanie, pobawić się i pójść na spacer, abym mogła się wyspać.
Jakoś nie kojarzę tłumów w moim domu podczas choroby dzieci, które przewiał wiaterek... Oprócz mojej Mamy to nikt nie wpada z ciepłym obiadem, poprasować ciuchy, wyjść z psami, rzadko również odbieram telefony tych zatroskanych z pytaniem o zdrówko.
Zamiast wydawać pieniądze na dietetyków i dentystów wolę je przeznaczyć na inne przyjemności ;)
Już dzięki temu, że Misia oglądała cartoon network przez 30 minut miałam przez następne 2 miesiące każdą nockę z głowy, z jej koszmarami w tle.
Od gierek wolę czytać Im książki, czy książki są gorsze?
Moje dzieci potrzebują rutyny, ja też, szczególnie wieczorem. To ja je budzę rano i widzę te zaspane oczka...
Tak jestem niezwykle nadopiekuńcza i nie mam zamiaru się zmienić. Ty też nie musisz, wychowuj dzieci tak jak chcesz... nie musisz tak jak ja :)
Pozdrawiam ciepło. Będzie mi miło, jeśli pozostawisz jakiś ślad po sobie :)
Na zdjęciach kuferek na skarby dla Zuzi, bardzo delikatny, prosty, nie pstrokaty... taki miał być
wtorek, 22 września 2015
Sowa
Jestem typem "sowy". Ja mogę po nocach urzędować, sprzątać, pisać, czytać, oglądać, tworzyć, rozmawiać, ćwiczyć... nie wiem, jak to się dzieje, że po 19:00 wstępują we mnie nowe siły i wystarczy kubek kawy (albo i dwa) i energia do min 1:00 gwarantowana. Nie raz takie usposobienie uratowało mi tyłek, gdy projekty trzeba było skończyć i wychodziłam z pracowni po 2 w nocy....
Nocna energia przydaje się też do nocnych dyżurów przy dzieciach... karmienie.... trzymanie za rączkę... głaskanie... daję radę
Ale za to poranki to już zupełnie inna bajka. Właśnie ostatnio zastanawiałam się kiedy to ja się tak porządnie wyspałam i kurczę... no dawno to było dawno....
Jak jeszcze mieszkałam w domu rodzinnym to weekendy dla mojej Mamy były najlepszymi dniami na porządki, zakupy oraz rodzinne, wspólne śniadanie o 7:30 rano, no dobra czasem o 8:00 nawet.... Więc Mama, która skowronkiem jest, od rana dzielnie robiła wszystko abyśmy wstali na śniadanie i z uśmiechem tak jak i ona witali nowy dzień.... yyyy
Najdłużej wysypialiśmy się z M. jak już mieszkaliśmy razem ale jeszcze nie mieliśmy dzieci... oj to było to... dzień zaczynał nam się ok 11:00 rano (przedpołudniem?).. :) Nawet nasz pies był nauczony, że w sobotę i niedzielę przed 11:00 nie siusiamy.... W tej kwestii cała nasza trójka była zgrana i trzymała się jasno wytyczonych zasad....
A teraz co, bardzo muszę się pilnować, aby w tygodniu pójść spać miedzy 24:00 a 1:00 w nocy, bo przecież 5:50 zadzwoni budzik..... o ile nie będzie pobudek w międzyczasie... Dzisiaj na przykład od 5:00 Aleks leżał wtulony we mnie, mówił mama kocham i głaskał mnie po twarzy.... jakoś sen poszedł w zapomnienie :)
I co zrobić, skoro ja już chyba inaczej nie potrafię :) Tak mi dobrze, taki rytm mi odpowiada, jak ja dużo rzeczy jestem w stanie zrobić dzięki temu.
Taka szkatułka na pierwsze pamiątki dla chłopca powstała, ten miś już dawno mnie dręczył, abym go umieściła gdzieś :) więc jest...
A teraz co, bardzo muszę się pilnować, aby w tygodniu pójść spać miedzy 24:00 a 1:00 w nocy, bo przecież 5:50 zadzwoni budzik..... o ile nie będzie pobudek w międzyczasie... Dzisiaj na przykład od 5:00 Aleks leżał wtulony we mnie, mówił mama kocham i głaskał mnie po twarzy.... jakoś sen poszedł w zapomnienie :)
I co zrobić, skoro ja już chyba inaczej nie potrafię :) Tak mi dobrze, taki rytm mi odpowiada, jak ja dużo rzeczy jestem w stanie zrobić dzięki temu.
Taka szkatułka na pierwsze pamiątki dla chłopca powstała, ten miś już dawno mnie dręczył, abym go umieściła gdzieś :) więc jest...
piątek, 18 września 2015
Korpo mama to nie ja
Follow my blog with Bloglovin
I dopadła nas pierwsza infekcja w tym sezonie. W ruch poszły medykamenty... na szczęście Aleksa męczyła tylko gorączka... i jak tak leżałam z nim w nocy, tuliłam i uspakajałam to przypomniały mi się wszystkie dylematy, które mnie dręczyły gdy te 4 lata temu odchodziłam z korporacji.... ba żeby to jeszcze korporacja była, a to tylko aspiracje do bycia nią ;)
Decyzja z cyklu dosyć trudnych, no bo w końcu odchodzę z dobrze płatnej pracy, mamy przecież kredyty, zobowiązania... szereg pytań, czy sobie poradzimy, czy czasem nie histeryzuję trochę, że niby za mało czasu dla dziecka.... Jakby nie patrzeć nigdy nie byłam, jakaś dzieciolubna... tym większym szokiem dla mnie i otoczenia było, że po urodzeniu Misi świat mi się przewartościował i wszystko od tej chwili robiłam z myślą o Niej - no dobra tylko Mama i Maciej się nie zdziwili - oni wiedzieli, że tak będzie ;) Niby to taki truizm, że każda kobieta po urodzeniu dziecka się zmienia.... otóż właśnie nie każda, są i matki, dla których dziecko to kolejny punkt na to do - liście i odhaczony przestaje już być ważny..... mając w swoim otoczeniu takie matki czułam się, jak czarna owca, jak matka polka w bardzo negatywnym tego słowa znaczeniu, a jednocześnie czułam narastającą we mnie frustrację, że niby dlaczego ja mam tolerować ich sposób na macierzyństwo, a mój sposób jest tępiony. Czułam się, jak w kiepskiej podróbce "Adwokata Diabła", tylko nigdzie nie było Ala Pacino.... Oczywiście wygrała rodzina i nigdy jeszcze nie żałowałam tej decyzji.
Ale właśnie w chwilach takich jak choroba dzieci najbardziej doceniam ten krok.... to, że mogę przy nich wtedy być.... Polecam wszystkim Mamom, które się jeszcze wahają, bo skoro się wahacie to znaczy, że już decyzję podjęłyście i wiecie co robić :)
Uwielbiam wykonywać przedmioty dla dzieci, czasem podczas ustalania szczegółów zamówienia tworzy się pomiędzy mną a Klientką niesamowita więź, tak też było w przypadku Mamy Mii... dzięki temu powstała taka szkatułka, miłość Mamy i moja pasja :) tak to właśnie potem wychodzi.
I dopadła nas pierwsza infekcja w tym sezonie. W ruch poszły medykamenty... na szczęście Aleksa męczyła tylko gorączka... i jak tak leżałam z nim w nocy, tuliłam i uspakajałam to przypomniały mi się wszystkie dylematy, które mnie dręczyły gdy te 4 lata temu odchodziłam z korporacji.... ba żeby to jeszcze korporacja była, a to tylko aspiracje do bycia nią ;)
Decyzja z cyklu dosyć trudnych, no bo w końcu odchodzę z dobrze płatnej pracy, mamy przecież kredyty, zobowiązania... szereg pytań, czy sobie poradzimy, czy czasem nie histeryzuję trochę, że niby za mało czasu dla dziecka.... Jakby nie patrzeć nigdy nie byłam, jakaś dzieciolubna... tym większym szokiem dla mnie i otoczenia było, że po urodzeniu Misi świat mi się przewartościował i wszystko od tej chwili robiłam z myślą o Niej - no dobra tylko Mama i Maciej się nie zdziwili - oni wiedzieli, że tak będzie ;) Niby to taki truizm, że każda kobieta po urodzeniu dziecka się zmienia.... otóż właśnie nie każda, są i matki, dla których dziecko to kolejny punkt na to do - liście i odhaczony przestaje już być ważny..... mając w swoim otoczeniu takie matki czułam się, jak czarna owca, jak matka polka w bardzo negatywnym tego słowa znaczeniu, a jednocześnie czułam narastającą we mnie frustrację, że niby dlaczego ja mam tolerować ich sposób na macierzyństwo, a mój sposób jest tępiony. Czułam się, jak w kiepskiej podróbce "Adwokata Diabła", tylko nigdzie nie było Ala Pacino.... Oczywiście wygrała rodzina i nigdy jeszcze nie żałowałam tej decyzji.
Ale właśnie w chwilach takich jak choroba dzieci najbardziej doceniam ten krok.... to, że mogę przy nich wtedy być.... Polecam wszystkim Mamom, które się jeszcze wahają, bo skoro się wahacie to znaczy, że już decyzję podjęłyście i wiecie co robić :)
Uwielbiam wykonywać przedmioty dla dzieci, czasem podczas ustalania szczegółów zamówienia tworzy się pomiędzy mną a Klientką niesamowita więź, tak też było w przypadku Mamy Mii... dzięki temu powstała taka szkatułka, miłość Mamy i moja pasja :) tak to właśnie potem wychodzi.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Mama boję....
Follow my blog with Bloglovin
Budziłam się w nocy dosyć często, jak często to pewnie tylko pamięta moja Mama .... Ale ja za to pamiętam, że bałam się ciemności, brałam poduszkę i biegiem, po ciemku, na oślep leciałam do Mamy, wtulić się w jej bezpieczne ramię.. A Mama nigdy mnie z tego łóżka nie odprowadziła z powrotem... zawsze tam miejsce dla mnie było...
Potem wędrówkę ludów uskuteczniał mój brat... :)
I historia do mnie wróciła jak bumerang.. ha ze zdwojoną siłą... Misia ma fazy, że co noc jest u nas, Aleks jeszcze śpi w łóżeczku ze szczebelkami, ale musimy to wkrótce zmienić bo trzeba po niego chodzić, a to już rozbudza bardziej... :)
No i dobrze... niech z nami śpią... jeśli dzięki temu czują się bezpiecznie ... jeśli dzięki temu zaspokajają swoją potrzebę bliskości z nami... to najlepsza rzecz, jaka się może rodzicowi przytrafić. Małe rączki, które się wtulają bardzo bardzo mocno w Ciebie i to poczucie, że jesteś taką ostoją i spokojem dla tego małego serduszka.
Ostatnio wiele mieliśmy takich sytuacji gdzie słyszałam "Mama boję": burze, jakieś walki kotów na ulicy, nagłe szczekanie psów w nocy..... i jak tulę te małe dygoczące ramionka, całuję te główki i mówię, że to nic, że jestem i żeby zamykali oczka i spali i że będę i potem słyszę już spokojne bicie serduszka i miarowy oddech to wtedy wiem, że daję im to co powinni otrzymać, to że zawsze przy nich będę cokolwiek by się nie działo. I oni też to wiedzą i czują... i to jest istota wszystkiego.
A to że człowiek wyspany tylko jednym bokiem
że kręgosłup boli, że już nawet go nie czuć
że znowu oczy na zapałki
że już nawet nie wiem gdzie śpię
że na łóżku to leżę tylko rąbkiem głowy bo reszta gdzieś lewituje poza
że zapomniałam co to znaczy "przykryć się kołdrą"
to NIEWAŻNE :)
Poniżej parę ostatnich moich tworów :)
Drewienka kupione w sklepie edekoracje.com
Etykiety:
chusteczniki,
decoupage,
lawenda,
szkatułki,
wystrój pokoju dziecięcego
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























