Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na pierwszy ząbek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na pierwszy ząbek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 września 2015

Sowa





Jestem typem "sowy". Ja mogę po nocach urzędować, sprzątać, pisać, czytać, oglądać, tworzyć, rozmawiać, ćwiczyć... nie wiem, jak to się dzieje, że po 19:00 wstępują we mnie nowe siły i wystarczy kubek kawy (albo i dwa) i energia do min 1:00 gwarantowana. Nie raz takie usposobienie uratowało mi tyłek, gdy projekty trzeba było skończyć i wychodziłam z pracowni po 2 w nocy....
Nocna energia przydaje się też do nocnych dyżurów przy dzieciach... karmienie.... trzymanie za rączkę... głaskanie... daję radę

Ale za to poranki to już zupełnie inna bajka. Właśnie ostatnio zastanawiałam się kiedy to ja się tak porządnie wyspałam i kurczę... no dawno to było dawno.... 

Jak jeszcze mieszkałam w domu rodzinnym to weekendy dla mojej Mamy były najlepszymi dniami na porządki, zakupy oraz rodzinne, wspólne śniadanie o 7:30 rano, no dobra czasem o 8:00 nawet.... Więc Mama, która skowronkiem jest, od rana dzielnie robiła wszystko abyśmy wstali na śniadanie i z uśmiechem tak jak i ona witali nowy dzień.... yyyy

Najdłużej wysypialiśmy się z M. jak już mieszkaliśmy razem ale jeszcze nie mieliśmy dzieci... oj to było to... dzień zaczynał nam się ok 11:00 rano (przedpołudniem?).. :) Nawet nasz pies był nauczony, że w sobotę i niedzielę przed 11:00 nie siusiamy.... W tej kwestii cała nasza trójka była zgrana i trzymała się jasno wytyczonych zasad....

A teraz co, bardzo muszę się pilnować, aby w tygodniu pójść spać miedzy 24:00 a 1:00 w nocy, bo przecież 5:50 zadzwoni budzik..... o ile nie będzie pobudek w międzyczasie... Dzisiaj na przykład od 5:00 Aleks leżał wtulony we mnie, mówił mama kocham i głaskał mnie po twarzy.... jakoś sen poszedł w zapomnienie :)

I co zrobić, skoro ja już chyba inaczej nie potrafię :) Tak mi dobrze, taki rytm mi odpowiada, jak ja dużo rzeczy jestem w stanie zrobić dzięki temu.

Taka szkatułka na pierwsze pamiątki dla chłopca powstała, ten miś już dawno mnie dręczył, abym go umieściła gdzieś :) więc jest...

Follow my blog with Bloglovin

piątek, 18 września 2015

Korpo mama to nie ja

Follow my blog with Bloglovin

I dopadła nas pierwsza infekcja w tym sezonie. W ruch poszły medykamenty... na szczęście Aleksa męczyła tylko gorączka... i jak tak leżałam z nim w nocy, tuliłam i uspakajałam to przypomniały mi się wszystkie dylematy, które mnie dręczyły gdy te 4 lata temu odchodziłam z korporacji.... ba żeby to jeszcze korporacja była, a to tylko aspiracje do bycia nią ;)

Decyzja z cyklu dosyć trudnych, no bo w końcu odchodzę z dobrze płatnej pracy, mamy przecież kredyty, zobowiązania... szereg pytań, czy sobie poradzimy, czy czasem nie histeryzuję trochę, że niby za mało czasu dla dziecka.... Jakby nie patrzeć nigdy nie byłam, jakaś dzieciolubna... tym większym szokiem dla mnie i otoczenia było, że po urodzeniu Misi świat mi się przewartościował i wszystko od tej chwili robiłam z myślą o Niej - no dobra tylko Mama i Maciej się nie zdziwili - oni wiedzieli, że tak będzie ;) Niby to taki truizm, że każda kobieta po urodzeniu dziecka się zmienia.... otóż właśnie nie każda, są i matki, dla których dziecko to kolejny punkt na to do - liście i odhaczony przestaje już być ważny..... mając w swoim otoczeniu takie matki czułam się, jak czarna owca, jak matka polka w bardzo negatywnym tego słowa znaczeniu, a jednocześnie czułam narastającą we mnie frustrację, że niby dlaczego ja mam tolerować ich sposób na macierzyństwo, a mój sposób jest tępiony. Czułam się, jak w kiepskiej podróbce "Adwokata Diabła", tylko nigdzie nie było Ala Pacino.... Oczywiście wygrała rodzina i nigdy jeszcze nie żałowałam tej decyzji.

Ale właśnie w chwilach takich jak choroba dzieci najbardziej doceniam ten krok.... to, że mogę przy nich wtedy być.... Polecam wszystkim Mamom, które się jeszcze wahają, bo skoro się wahacie to znaczy, że już decyzję podjęłyście i wiecie co robić :)

Uwielbiam wykonywać przedmioty dla dzieci, czasem podczas ustalania szczegółów zamówienia tworzy się pomiędzy mną a Klientką niesamowita więź, tak też było w przypadku Mamy Mii... dzięki temu powstała taka szkatułka, miłość Mamy i moja pasja :) tak to właśnie potem wychodzi.