sobota, 6 sierpnia 2016

Brak reguł





Nigdy jakoś nie uważałam siebie za spiętą mamuśkę, raczej za bardzo wyluzowaną. Oczywiście są pewne zasady których się trzymamy, ale jest ich niewiele.

Pomimo to jednak usłyszałam od Macieja na początku wakacji "wyluzuj, są wakacje niech mają frajdę". Hmmmm pomimo lekkiego ukłucia w moją maminą dumę stwierdziłam, że co mi tam, wyluzujemy na wakacje.

Kurczę zadziałało i to ze zdwojoną siłą, dzieciaki szczęśliwe, ja odstresowana.

Po pierwsze - brak ciśnienia na godzinę pójścia spać.

Zawsze z uporem maniaka dbam, aby po 19:00 już jeść kolację, sprzątać pokoje i myju myju, książeczka i spanie. Zwyczaj fajny, bo o 21:00 często miałam już wolny wieczór. Ale w wakacje okazało się z tym więcej męczarni niż pożytku. Bo o 19:00 to ja dopiero kończę pracę w ogrodzie, a to akurat wtedy jest najlepsza zabawa na trampolinie, a w sumie jeszcze jest jasno więc można się poszwędać na kawę i maliny do Mamy, a to znowuż dopiero co upał ustał i jest czym oddychać więc miło posiedzieć na tarasie...  no mnóstwo fajnych rzeczy się jeszcze dzieje więc szkoda tych ciepłych wieczorów.
Na taras wjeżdża więc jakieś szybkie żarełko i dalejże korzystać z dnia póki jasno. O jakże cudownie zgarniać dzieci tuż przed zmrokiem umorusane, prawie śpiące, uśmiechnięte, szybko myć je i z satysfakcją odkryć, ze znowu zasnęły w trakcie pierwszych 3 minut bajki.

Po drugie - a bawcie się w co chcecie byleby to nie były to skoki z okna...

Cały czas moderuję im zabawy. Wymyślam różne gry, zabawy klockami, lalkami, w chowanego, czytamy, rysujemy, no jednym słowem skrupulatnie ułożony plan rozwojowy. Ale nie teraz. Odkryłam, że i bez moich moderacji oni potrafią zaaranżować świetne zabawy i to niektóre nawet bardzo rozwijające. Szukają dinozaurów w ogrodzie, otwierają restaurację pod sosną i gotują, biegają prawie nago po trawie i polewają się wodą, rysują kredą gdzie popadnie.... śmieją się przy tym i kłócą, że aż miło. Całe szczęście, że sąsiedzi niebędący naszą rodziną są w miarę daleko, bo hałas czasem u nas jakby tu czwórka co najmniej dokazywała. Jest tylko jedna zasada - zawsze sprzątają po swoich wygłupach.

Po trzecie - a siedźcie w tej wodzie ile wlezie

Ileż to razy wyjmowałam ich z wody w basenie, nad morzem czy jeziorem płaczących, że jeszcze nie chcą kończyć zabawy. A niech siedzą powiedziałam sobie teraz. Cały rok czekają na to jezioro, na te fale w morzu. Niech pływają. Okazuje się, że bez mojego stresu o to, że się zaziębią oni sami nie siedzą o wiele dłużej w wodzie niż przyzwoitość każe. Sami wychodzą i chcą już kończyć, jeść, pić i w ogóle.
Bez płaczu, bez zmuszania, wyluzowani, zadowoleni.
I żadne z nich się nie rozchorowało.

Po czwarte - jak zgłodnieje to wróci

A jeszcze mięsko, a jeszcze pół bułeczki, szyneczka, pomidorek.... Po co mi to? Jak nie zje śniadania to pochłonie cały obiad, albo kolację, z głodu nie padnie.
Lody też jemy codziennie i gofry i słodkie, zęby mam nadzieję to wytrzymają. 
Często jemy na dworze, gdzieś w przelocie, na tarasie, chwycą arbuza i dalej lecą się bawić, albo maliny prosto z krzaka. Jabłko z sadu, trochę kwaśne jeszcze ale to nieważne.

Po piąte - korzystamy z lata bez ograniczeń

Jazda na rowerze, pływanie, łódka, spacery po lasach, spotkania z przyjaciółmi, szaleństwo na trampolinie, ognisko, liczenie chmur, szukanie żabek - ogólnie wszystko co można robić latem bez reglamentacji, bez strofowania, bez zakazów. Chlapanie się w kałużach po deszczu, czemu nie? Czemu tylko delikatnie? A niech się umoczą w tych kałużach ile chcą. Chcą się uczyć chodzić po drzewach? Proszę bardzo :) Po to w końcu jest lato.

To ja biegnę sprawdzić co wykombinowali, bo piszę tu posta a coś za cicho jest na górze. A wiadomo, że jak się ma dzieci to cisza jest podejrzana :))

Na zdjęciach klucznik, który zrobiłam dla samej siebie, bo już mam dosyć ciągłego szukania kluczy po torebkach i kieszeniach.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Moje lustro

Mamo, dlaczego ja nie mam prostych włosów, tylko kręcone? Chciałabym mieć takie jak Pola :(

Padło pytanie od mojego Aniołka. Uwielbiam ją w tych włosach. Anielskich. Ciągle niesfornych. Układanych przez wiatr. Niedających się uczesać w żadną gładką fryzurkę. I to że Ona ciągle musi mieć je rozpuszczone. Że potem trudno je rozczesać. I to jak odgarnia je lekko, gdy spadają na twarz.

Pytanie jednak mnie nie zdziwiło. Wręcz przeciwnie. Doznałam małego deja vu. Ileż to ja razy zazdrościłam koleżankom ich prostych włosów. Nienawidziłam swoich loczków, których skręt był tym większy im na dworze było wilgotniej. Tej grzywki, która pomimo moich zabiegów nieustannych i tak zawsze wywijała się niemiłosiernie na różne strony. Ciągłego braku pomysłu na jakąkolwiek sensowną fryzurę.

I tak sobie dziś o tym myślę z lekkim uśmiechem. Matko, przecież teraz za nic w świecie bym się z nikim nie zamieniła ani na fryzurę, ani na figurę, na nic kompletnie. I podziwiam osoby, które tą pewność siebie i wartość własnego ja odkrywają tak wcześnie. Mi to zajęło całkiem sporo czasu. I nie chodzi tylko o włosy.

To poczucie ogromnej wartości samej siebie. Pewności co w życiu dla mnie ważne, gdzie to moje prawdziwe odbicie w lustrze.

Bo nie warto przeglądać się w oczach innych ludzi, szukać na siłę przyjaźni, miłości.... To tak, jak z tymi włosami. Każda chce mieć inne niż ma. Ta co ma kręcone myśli, że będzie mieć łatwiej w życiu z prostymi, a ta co ma proste ciągle używa lokówki i wałków, bo proste to takie jakby ulizane ciągle.

I tak dążymy wciąż do jakiegoś ideału wymyślonego przez samych siebie, narzuconego tylko przez nasze własne widzi mi się. Chcemy zadowolić innych. Odbić się w ich lustrach.

A to tak nie działa. Bo nawet jeśli będę idealnie taka, jaką chcą mnie widzieć inni, to czy będę naprawdę sobą? Czy będę wtedy szczęśliwa? Czy nie lepiej poszukać akceptacji siebie? Znaleźć swoją własną drogę? A na pewno wtedy na tej drodze znajdą się ludzie, którzy pokochają mnie taką jaką jestem.

Miłość, która kupuje mój cały pakiet wad i zalet. Która wspiera, rozśmiesza, podnosi z kolan, trzyma za rękę, a gdy trzeba daje kopa na dobry start. Nie podcina skrzydeł, akceptuje wszystkie moje wybory, nie zwraca uwagi na szczegóły. Dba i troszczy się o całokształt. Wkurza się tylko na pięć minut. Po prostu kocha.

Przyjaźń, która nie potrzebuje szukać czasu na spotkanie w kalendarzu.  Po prostu jest, zawsze. Odezwie się, zapyta jak leci. Przyjedzie na szybką kawę, nawet z daleka. Nie czeka na perfekcyjne spotkania, wymuskane jak z filmu. Nie traktuje jak, kolejne zadanie do odhaczenia. Akceptuje wszystkie "dziwactwa", nie lekceważy tego co dla mnie ważne.

Pasja, która daje odskocznię, sens, zaprząta myśli, snuje plany, nie pozwala usiedzieć na miejscu.

Do pewnego momentu, robiłam wszystko by te włosy były proste, używałam prostownicy, kosmetyków prostujących i wygładzających włosy, traciłam mnóstwo czasu, Gdy zrozumiałam, że te moje kręcone są jednak fajne zmieniłam kosmetyki, odżywki, szampony, prostownicę na suszarkę z dyfuzorem i odkryłam, że to te rzeczy do mnie pasują a nie prostownica. Wszystko nagle po prostu jest ze sobą kompatybilne.

I tego wyluzowania i odnalezienia pasujących do Ciebie, córeczko, akcesoriów Ci życzę. Nie zmieniaj siebie, zmień otoczenie. Znajdź swoje lustro. Dopiero wtedy nikt Cię nie zrani. Nie zranią Cię fałszywe uśmiechy, słowa, udawane uczucia. Bo wokół Ciebie będą pasujące do Ciebie osoby. A przede wszystkim Ty sama będziesz do siebie pasować.

Poniżej nasze wakacje na paru złapanych momentach :)))