niedziela, 4 października 2015

Akcja MOTYWACJA - część 2 z 7 :)



Hej hej kochani jesteście tam????

Dzisiaj moja kolej na naskrobanie czegoś o sobie. Aż sama jestem ciekawa co z tego mi wyjdzie ;)


Wydawało mi się, że nie mam jakichś wielkich zdolności plastycznych, nie ukończyłam żadnej szkoły o kierunku artystycznym, nie wyróżniałam się na plastyce i nigdy nie interesowałam się sztuką, jako taką. Tym większym zdziwieniem dla moich bliskich, jak i dla mnie samej była wielka chęć nauczenia się decoupage. W lutym będą 2 lata od kiedy znalazłam pierwsze tutoriale i zakupiłam swój zestaw startowy. Jestem totalnym samoukiem i jestem z tego dumna, ponieważ do wszystkiego dochodzę uporem i sercem, nie idąc na łatwiznę. W decu znalazłam cząstkę siebie, uzależniłam się :) Moja pierwsza praca wyglądała tak :D




Tworzę, bo daje mi to relaks, czas na uspokojenie myśli, satysfakcję, poczucie zadowolenia i nieskrywanej dumy, gdy moje prace się podobają. Oczywiście byłabym bardzo zakłamana gdybym napisała, że nie robię tego dla pieniędzy. Co prawda nie utrzymuję się z rękodzieła, pracuję zawodowo ale decu jest obecnie ważnym filarem w naszym budżecie :) To fantastyczne uczucie, kiedy pasja daje również satysfakcję finansową...


Decoupage, ale wyłącznie na drewnie. Drewno uwielbiam, dlatego zdobienie tego materiału sprawia mi najwięcej radości i takie przedmioty najbardziej mi się podobają. Mam to niesamowite szczęście, że Mężulek ma żyłkę stolarza i wykonuje dla mnie wszystkie kuferki, donice, skrzyneczki i inne cuda, które mu zlecę. Dzięki temu mamy unikatowe wzory i wysoką jakość. To ważne, bo nie lubię fuszerek.


Ciężko jest mi wskazać jedną pracę, jako największy sukces. Każda z nich jest wyjątkowa, niesie za sobą historię osoby dla której ją wykonałam. W 80% zdobię przedmioty na zamówienie dlatego ciężko zachować tutaj seryjność i powtarzalność. Ale chyba największym sukcesem był pomysł opracowania i stworzenia kuferków i krzesełek dla dzieci. Projekt ten okazał się obecnie naszym core biznesem. Kuferki, krzesełka i stoliki spersonalizowane to nasz produkt flagowy :) A zaczęło się od tego:


Porażki, na szczęście zdarzają się niezwykle rzadko i nie chcę o nich myśleć....Niezadowolenie klienta jest moją porażką, ale i lekcją, pokazującą gdzie leży moje słabe ogniwo, które jak najszybciej należy wyeliminować.


Cały czas poznaję i uczę się nowych technik w decu, chciałabym rozwinąć do perfekcji technikę transferu ponieważ daje największe możliwości jeśli chodzi o dobór motywów. Poszukuję inspiracji w nowym wzornictwie, chciałabym tworzyć prace bardziej nowoczesne, zgodne z nowatorskimi trendami kolorystki i wzornictwa. Chciałabym specjalizować się w tworzeniu niepowtarzalnych wnętrz dla dzieci.


Mogła zajmować się moim domem i ogrodem. Przekształcę WoodPassion w dobrze prosperującą działalność, która da mi pasję i satysfakcję finansową. Będę obserwować jak moje dzieci wkraczają po woli w nastoletni wiek. Perfekcjonistką w decoupage, będę wykonywać nadal piękne projekty aby uczynić wnętrza indywidualnymi. Rozwinę moją drugą gałąź - hodowlę golden retrieverów.


Ciężka sprawa, ale najbardziej jestem dumna z kufra, który na dzień dzisiejszy powielałam największą liczbę razy :) Niezwykle prosty i w tej prostocie wyjątkowy.


I jest mi trudno wybrać jedną pracę, ponieważ każda dla mnie jest wyjątkowa, z każdej jestem dumna bo jest jedyna w swoim rodzaju.

Pozdrawiam wszystkich ciepło!!!! Oto moja literka: A

Jeśli chcecie zobaczyć poprzedni wpis zapraszam do Anety: http://pracowniamiskowiec.blogspot.com/2015/09/akcja-motywacja-part-17.html

Za tydzień będziemy gościć u Natalii: czarodziejski-pedzelek.pl


piątek, 2 października 2015

Za czym







Nie ma wielkich rzeczy do dokonania. Życie składa się z drobnych spraw. Jeśli zainteresujesz się tak zwanymi wielkimi sprawami, przegapisz życie. Na życie składają się: picie herbaty, plotkowanie z przyjacielem, wyjście na spacer bez jakiegoś konkretnego celu, bez zamierzonego rezultatu, tak byś w każdej chwili mógł zawrócić. Życie to przygotowanie czegoś do jedzenia dla ukochanej osoby, ugotowanie czegoś dla siebie, bo kochasz także siebie, pranie ubrań, mycie podłogi, podlewanie ogrodu. Te małe sprawy, maleńkie rzeczy...
 Osho "Równowaga ciała i umysłu"

I za czym tak biegniesz? Po co to wszystko robisz? Dla dzieci? Dla siebie? Harujesz od świtu do nocy i co? Gdzie jest cel? Czy w ogóle jeszcze widzisz cel? Czy żyjesz po to aby "dążyć do czegoś"?

Te popołudnia kiedy nie myślę o niczym innym tylko o kredkach, bajeczkach, klockach, kolorowankach, nie przejmuję się że już 18:00 a my dopiero po obiedzie (w zasadzie to prawie jak kolacja), że zabawki rozrzucone, że ściana porysowana.... Tak to po to haruję jak wół żeby teraz usiąść na podłodze i przebierać lalki, czytać po raz setny tą samą książeczkę o pojazdach, posłuchać fałszowania i brzdękolenia niezdarnych rączek na pianinie, pobawić się w chowanego i wiedzieć, że i tak zawsze ich znajdę pod moim łóżkiem...

Ta ochlapana wodą łazienka, moja własna, cudowna, ciepła, z dużym półokrągłym oknem, tak to okno jest super i na parapecie ukochane storczyki i ta wanna w której mieszczą się oboje i chlapią na potęgę i ich śmiech dziki, jak wraca Tata i zakrada się do łazienki i udaje potwora i wszyscy udajemy potwory....

I kocham zachodzące słońce, te ciepłe kolory i kształty. I te ich pokoiki oblane tym światłem i ten spokój i bezpieczeństwo. I moje wielkie okno w sypialni.

A potem ta cisza i ich spokojne oddechy, które właśnie zapadły w sen, i okrywanie kołdrą, i ciche zamykanie drzwi (cholera znowu koty klamkowce przeszkadzają).

Za tym gonię, za moją codziennością, rutyną, spokojem.


Follow my blog with Bloglovin