wtorek, 8 grudnia 2015

Na kanapie







Chwilę mnie nie było, ale już jestem :) Dużo się dzieje przed tymi Świętami. Pełno zamówień więc wieczory pozajmowanie totalnie. I tak nam się przyfarciła ta niedziela, w tym całym pędzie i jarmarku, że hej. Aż warto o niej pamiętać i częściej stosować... Zatrzymać wspomnienie.

Taka niedziela całkowitego lenistwa. Zwolnienia. Najpierw otwieranie prezentów od Mikołaja.

Mamo, mamo!!! Mikołaj był! No był w nocy!!! Patrz co przyniósł!!! Woow!!!!

Trochę nam się przedłużyła zabawa poranna tym wszystkim. Śniadanie spóźnione ale co tam, po wolutku dzisiaj. Nawet człowiek sobie nie zdaje sprawy z tego, że wszyscy potrzebowaliśmy tego spokojnego, leniwego czasu dla siebie.

I znowu przeczytaliśmy wszystkie bajki z serii Mały chłopiec i całą Martynkę. Pobawiliśmy się w Potrafię gotować i upiekliśmy niezdarne ciasteczka. W ogóle nie przejmowałam się tym bałaganem. I potem leżeliśmy przed telewizorem i zerkaliśmy na bajki.

O rany jak ja mogłam leniwie na kanapie bajki oglądać? Gdzie tu walory edukacyjne, gdzie zajęcie czasu dzieciom czymś pożytecznym, gdzie troska o ich harmonijny rozwój? I wyrzucam z głowy te wszystkie nauki o szkodliwości lenistwa :) Było nam wszystkim potrzebne zwolnienie. To poprzytulanie się, posiedzenie na kolanach, bycie tylko dla siebie tu i teraz, bez słów poczekaj, za chwilę, już sekundka. Jedynym naszym szaleństwem był spacer z psami :)

I wzruszyła mnie ostatnio reklama Ikei (czy mnie już nawet reklamy wzruszać muszą, toż to uciążliwe już zaczyna być), w której dzieci pisały list do Świętego Mikołaja i potem list do rodziców. W liście do rodziców prosiły jedynie albo i aż o CZAS DLA NICH. Najlepsze pytanie zadane było jednak na koniec. Który z tych listów dziecko by wysłało, jakby mogło wysłać tylko jeden list. W 100% wybór padł na list do rodziców. I tak sobie myślę, że w tym momencie ten cały wyścig rodzicielski, kto ile zajęć poza lekcyjnych ma, ile sportów nie uprawia czy jak często wyjeżdża do teatru, bierze w łeb. Bo co z tego, że tyle tego mam skoro mamy i taty nie ma przy mnie. Skoro nie mam się z kim podzielić tą radością i tym sukcesem.

Znam wiele mam, które z pasją w oczach stają na rzęsach i wymyślają coraz to nowe formy aktywności dla swoich dzieci. Same się prześcigamy ile to książek nasze dziecko nie przeczytało, że już liczyć potrafi, że pięknie tańczy, że kopie piłę, że wygrało bieg. Nie broń boże, my nie oglądamy telewizji, nie nudzimy się, nie spędzamy czas na nic nie robieniu.

A może czasem warto? Może warto po prostu odpuścić. Spróbować nie konkurować. Nie zdobywać Mount Everest, ale wyciągnąć nogi na łące w Bieszczadach? Prasowanie poczeka, obiad można zamówić i łapać chwilę, trzymać je i cieszyć się wspólnym byciem. Nie trzeba przecież jechać do super-hiper hotelu spa, aby BYĆ ze sobą.

U mnie się sprawdza. Widzę to po ich minach. Po oczach. Po spokoju. Ja będę stosować na pewno częściej. Polecam.

ps. Dochodzą mnie słuchy, że parę osób czyta regularnie mojego bloga. Dziękuję Wam kochani za miłe słowa, które piszecie i że tu zaglądacie. Na razie tylko w wiadomościach prywatnych rozmawiamy, ale może z czasem nabierzecie odwagi na komentarze :) 

Dzisiaj na zdjęciach kufer vintage, własnie wyjechał do swojego nowego domu :)   Follow my blog with Bloglovin

środa, 2 grudnia 2015

Znowu












Jejku w sklepach zabrakło kalendarzy adwentowych, albo ja za późno po nie poszłam. 1 grudnia już wszystko wykupione? :) W grudniu, od kiedy mam WoodPassion, pomimo że niby przygotowywaliśmy się już wcześniej i tak jest co robić, oj jest :) Co mnie niesamowicie cieszy, bo uwielbiam ten stan, ale i ciut stresuje aby zdążyć. Bo świąteczne prezenty to nie przelewki. I tyle mnie w tym grudniu czeka cudowności, że już nie mogę się doczekać.

Planowanie co komu kupić. Oj to większa radość chyba niż dostawać. Te podpytywania, kombinowanie, szukanie. Wyeliminowałam totalnie jednak zakupy "na żywo", tylko internetowo. Nie czuję potrzeby napotkania tych wszystkich tłumów w sklepach, aczkolwiek chętnie nasyciłabym oko dekoracjami w centrach handlowych, może innym razem ;) Niby zawsze obiecuję sobie, że pomyślę nad prezentami wcześniej, ale jeszcze nigdy mi się nie udało więc po co się spinać :)

Wspólne z dziećmi dekorowanie pierniczków. Nie piekę dużo, może z 1 kg mąki, ale i tak ok. 200 sztuk mi zawsze wychodzi. No i ten szał przy dekorowaniu. Czekolada i lukier na stole, na rączkach (po same łokcie), na buziach i czole, na krześle, pod krzesłem, pod stołem, na oknie, na kanapie, we włosach, na psach, a i na paru pierniczkach też. Posypki, koraliki, M&M sy i inne cuda, które opanują mój dom na cały wieczór plus pół nocy sprzątania. Całe kilogramy śmiechu, radości, żartów, śpiewu.

Chowanie prezentów na górne półki szafy, żeby przez przypadek nie wypatrzyły, że coś się święci.

Każdego wieczora, począwszy od połowy listopada, czytanie bajek ze Św. Mikołajem w roli głównej. Odpowiadanie na setki pytań kiedy przyjdzie, co przyniesie, czy go zobaczymy.

Nocki w pracowni i ta radość z kolejnych ukończonych przedmiotów.

Spotkanie wigilijne z moją klasą z liceum. Oj tak nam zostało od czasów liceum, że się spotykamy co roku na wigilię klasową. Co roku u kogoś innego w domu. W tym roku ponownie padło na mnie, co mnie bardzo cieszy, bo uwielbiam, jak w moim domu jest pełno ludzi. Wigilia klasowa to taki kop energetyczny na cały kolejny rok. Spotykamy się z większością osób raz w roku, a i tak mamy cały czas o czym rozmawiać, Co roku też nas coraz więcej, rodzą się nowe dzieci, dochodzą żony, mężowie. Gwarno, głośno i niesamowicie się zawsze robi. Uwielbiam to i nie mogłabym sobie tego darować :)

A potem to już zakupy jedzeniowe i gotowanie :) Wigilia jak co roku u mnie więc, jak tylko wszystkie zamówienia pójdą w świat pracownię zamieniam na kuchnię nocą.... I znowu po domu będą się rozchodziły boskie zapachy, psy od wąchania dostaną zawrotu głowy.....

I wybieranie choinki, i ubieranie jej i wreszcie światełka przed domem i koniecznie wszystkie piosenki świątecznie puszczane non stop.....

Dzisiaj trochę hurtowo parę przedmiotów, które właśnie opuściły pracownię :)

  Follow my blog with Bloglovin